czwartek, 9 grudnia 2021

Rozdział V

     Trzymałam telefon w dłoni, i patrzyłam się w wiadomość, która przyszła mi na telefon. Momentalnie zastygłam, i bez żadnego zawahania  rozejrzałam się dookoła, w poszukiwaniu... W sumie w poszukiwaniu czego?

    Wstałam od biurka, i podeszłam do okna, i rozejrzałam się po dworze. Otworzyłam okno, i przebiegłam wzrokiem, po podwórku. Po chwili usłyszałam, szczekanie Barneya. Od razu skierowałam się w stronę wyjściowych drzwi, i założyłam pierwsze lepsze kapcie. Wyszłam na dwór, i pobiegłam w miejsce w którym stał pies, rozejrzałam się, i podeszłam do ogrodzenia.

    Nie widziałam nic podejrzanego, nic co byłoby chociaż odbiegające od normy, którą widywałam na co dzień. Wiem, że powinnam zadzwonić na policję, od samego początku, gdy zaczęłam dostawać tamte kartki, ale sama w tym momencie nie wiedziałam dlaczego tego nie zrobiłam.     Zeszłam na dół, i sprawdziłam czy wszystkie drzwi są zamknięte na klucz. Czy wszystkie okna, są pozamykane w domu. Sprawdziłam, każdy zakamarek domu gdzie ktokolwiek mógł się schować. Po plecach przeszedł mnie delikatny dreszcz. Poszłam, do sypialni,, i zaryglowałam, wszystkie drzwi oraz okna. Wzięłam do ręki telefon, i postanowiłam wybrać numer do męża.

    Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci, czwarty....numer z którym próbujesz się skontaktować jest w tej chwili nieosiągalny, prosimy zadzwonić później.

        Wybrałam numer do Jakuba, a ten odebrał od razu.

        - Co tam?

        - Kuba, mógłbyś proszę dać mi Nathana do telefonu? - zapytałam zaciskając mocniej swoje wargi.

        - Nat w tej chwili...

        - Ktoś mnie obserwuje Kuba... - szepnęłam zamykając swoje oczy. - Zaczęłam szukać, jakiś pewnych rzeczy na internecie po czym dostałam sms’a...

    - O czym ty mówisz Kayla? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie.

    - Przyjedź do mnie proszę... 
    -   Będę za dwadzieścia minut.

    Rozłączyłam się z przyjacielem, i odłożyłam telefon , rozejrzałam się dookoła i przymknęłam na chwile swoje oczy. Wzięłam dwa głębokie wdechy chcąc, chociaż na chwilę się uspokoić. Nie wiedziałam co tutaj się działo, i zaczęłam się powoli bać. W momencie w którym ktoś wysyłał mi listy, sama nie wiem czy traktowałam to bardziej do śmiechu. Ale teraz przestałam w momencie gdy, ktoś pisze że mnie obserwuje a co więcej, że widzi o czym przeglądałam artykuł. Może lepiej byłoby dla mnie gdybym po prostu przestała się interesować sprawą., zostawiła ją w spokoju i zaczęła żyć swoim życiem. Najchętniej po prostu zapadłabym się teraz pod ziemię.

    Poszłam do toalety, uprzednio sprawdzając czy wszystkie drzwi są zamknięte. Chciałam się teraz umyć, ale nie wiedziałam czy było to dobrym pomysłem, po dostaniu tego sms’a. Stwierdziłam, że najodpowiedniejszym zachowaniem, będzie zaszycie się w jednym miejscu i poczekaniu na Jakuba. Usiadłam na krawędzi wanny, i położyłam, dłonie na swoich udach.

    Wstałam z krawędzi wanny i podeszłam do lustra. Spojrzałam się na swoje odbicie, i wzięłam głęboki oddech. Miałam delikatnie podkrążone oczy, i ciemne cienie pod oczami.

    Zsunęłam z siebie bluzkę, i dół garderoby. Weszłam pod prysznic, i puściłem ciepłą wodę, stanęłam centralnie pod samą deszczownicą i zamknęłam swoje oczy. Czułam jak woda spływa, po moich barkach, plecach i nogach. Momentalnie moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz, dający mi rozluźnienie. Całą łazienkę wypełniła para.

 

*

    Owinęłam swoje mokre ciało ręcznikiem, umyłam swoje zęby. Założyłam wcześniej przygotowany dresowy komplet, i usłyszałam dzwonek do drzwi. Rozwiesiłam ręcznik i otworzyłam okno w toalecie.

    Zeszłam na dół, związując w międzyczasie swoje włosy w małego koka na dole głowy. Spojrzałam się w wizjer jednak nikogo nie dostrzegając. Puknięcie, i facet pojawił się przed drzwiami, otworzyłam je i momentalnie rozszerzyłam swoje oczy. Był to wysoki, szczupły mężczyzna. Wszystko byłoby w porządku, gdyby na jego twarzy nie widniała czarna maska, na której w miejscu oczu był  znak „x”. W miejscu ust, był ogromny biały uśmiech.

    - Co...

    Facet, podał mi tylko czarną kopertę. Mogłam zobaczyć, że na jego dłoniach były nałożone rękawiczki.  

    Wzięłam od niego kopertę, i chciałam go o coś zapytać, ale ten się tylko odwrócił.

    Musiałam poznać jakiekolwiek informację o tym co się tu działo.  

    Bez żadnego zastanowienia, wybiegłam z domu, nie zwracając nawet uwagi na to, że nie miałam na sobie tylko i wyłącznie dresowy komplet, i żadnych butów.

    Gdy go dogoniłam, złapałam za jego łokieć i bardzo mocno odwróciłam w swoją stronę.

    - Co to wszystko ma znaczyć do cholery?! - krzyknęłam w jego stronę i bez większego zastanowienia wyciągnęłam dłoń w jego stronę by ściągnąć maskę, którą miał na swojej twarzy.  

    Poczułam, jak mężczyzna mocno łapie mnie za przegub dłoni, i mocno zaciska na nim swoje palce. Na mojej twarzy,m od razu pojawił się grymas bólu.

    - On zapłaci za to co zrobił. - powiedział facet puszczając moją dłoń.   

    Zmarszczyłam swoje brwi, miałam, przeczucie , że może to być ta sama osoba, która wysyłała mi listy i napisała do mnie wiadomość.

    Facet od razu zniknął za zakrętem, pobiegłam w tamtą stronę. Pomimo, że mieszkaliśmy z Nathanem w lekkim lasku, to zaraz za zakrętem mieliśmy już prawie samo centrum miasta. Rozejrzałam się dookoła, szukając faceta, podobnego do tego, który postanowił zakłócić mój spokój. Jednak, nie mogłam go rozpoznać.  

    Usiadłam na pobliskiej ławce, i przejechałam dłonią po swojej twarzy. Wzięłam do ręki, kopertę, którą dostałam od mężczyzny. Obejrzałam się dokładnie z każdej strony. Zastanawiałam się, czy powinnam ją otworzyć, czy raczej wyrzucić ją do kosza.

    Ciekawość wygrała, odwróciłam ją i gdy miałam ją otwierać, telefon wydał z siebie dźwięk. Postanowiłam to zignorować, i otworzyłam kopertę, która była szczelnie zaklejona.

    Znajdowały się w niej zdjęcia, wyciągnęłam pierwsze z brzega.

    Chciałam już zobaczyć co się na nim znajduje, gdy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu.

    To Jakub.

    - Będę w domu za pięć minut. - powiedziałam tylko i rozłączyłam się chowając telefon do kieszeni.

    Zdjęcia trzymałam w dłoni, i postanowiłam powiedzieć, o wszystkim Jakubowi. Wiedziałam, że mogę mu zaufać.

*

    Usiadłam z Kubą w salonie, i zaparzyłam mu herbaty.

    - Co się dzieje Kayla? - zapytał oplatając ręce, wokół srebrnego kubka. - Najpierw mówisz mi, ze ktoś Cię obserwuje, a gdy przyjeżdżam z pracy to nawet nie ma Cię w domu?

    Wzięłam głęboki oddech, i przejechałam dłonią po swojej twarzy.

    Zaczęłam opowiadać Jakubowi, wszystko od samego początku.

    -... i wtedy, ktoś zapukał do moich drzwi, miał na twarzy maskę, i dał mi tę kopertę ze zdjęciami. Tylko nie zobaczyłam ich, bo zadzwoniłeś. - powiedziałam patrząc się na niego.

    Jednak Jakub patrzył się na mnie jak na wariatkę.

    - Piszesz mi, że ktoś Cię obserwuje a później nagle postanawiasz wyjść z domu. Powiedz mi Perkins gdzie tu jest logika? Zamiast siedzieć na....

    - Stanął przed moimi drzwiami człowiek z maską na twarzy! Co miałam zrobić?

    - Daj mi tą kopertę. - powiedział a ja podałam ją chłopakowi.

    Obracał ją w dłoni, zapewne tak samo jak ja szukając na niej jakiegoś znaczka, albo podpisu. Na marne. Nic się na niej nie znajdowało. A jedyne co było, normalne dla tej sprawy, to, że była czarna.

    - Domyślasz się co tu może być? Zostawiłaś już na niej swoje odciski palców, zresztą tak samo jak ja... - zamyślił się.

    - Dostaje te koperty od paru dni Kuba. Nie wiem co tu się dzieje... Boję się iść z tym na policję bo mam obawy, że mnie wyśmieją.

    - Najgorsze jest chyba to, że wyszłaś sama z domu Perkins. - powiedział i wyciągnął papierosa.

    Podniosłam się z kanapy, i okryłam bluzą od dresy, którą miałam na sobie. Jakub również wstał, obydwoje skierowaliśmy się w stronę wyjścia na taras. Założyłam swoje domowe kapcie, które znajdowały się na zewnątrz a Kuba założył buty męża. Usiedliśmy na krzesłach obok niewielkiego stolika, poczęstowałam faceta, złotym marlboro i podałam mu zapalniczkę.

    - Próbowałaś dzwonić pod ten numer, który pisał Ci wiadomości? - zapytał

    - Tak, nikt nie odbiera. Cały czas mam głuchy sygnał.

    - Daj mi telefon.

    Bez większego zastanowienia podałam mężczyźnie telefon, i zaciągnęłam się papierosem doprowadzając dym do płuc.

    - Nikt nie odbiera. - powiedział próbując jeszcze raz.

    - Mówiłam. - mruknęłam tylko i kolejny raz delektowałam się papierosem.

    Wróciliśmy z Jakubem do środka. Odpaliłam przeglądarkę, w której wyszukałam wcześniej wspomniany artykuł.

    - Nat robił mu operacje? - zapytał gdy przeczytał już cały tekst.

    - Na to wygląda.  Zresztą chyba nie bez powodu, trzymałby głęboko schowany jego odpis aktu zgonu.

    Kuba, rozejrzał się dookoła i odpalił nową stronę w przeglądarce.

    - Czego szukasz? - zapytałam siadając obok mężczyzny na stołku.

    - Chyba nikt ot tak, nie napisałby Ci, że Natan ma go na sumieniu... czy myślisz, że mógł go zabić? - zapytał przełykając ślinę.

    - Nathan nigdy nie zabiłby człowieka Kuba. Dam sobie nawet rękę uciąć. Co to to nie. - szepnęłam patrząc się na mężczyznę. - Ty ty z nim pracujesz... nie mógłbyś się czegoś dowiedzieć o tym chłopaku? Może macie gdzieś akta.... Na akcie zgonu jest pierwszy maj tego roku.

    - Zobaczę to jak będę w pracy, nie ma żadnego problemu. - powiedział skupiając swój wzrok na komputerze szukając jeszcze jakiś informacji na temat chłopaka. - A co z tymi kopertami? Masz je wszystkie? - zapytał a ja kiwnęłam swoją głową.

    Mężczyzna, siedział przy komputerze, a ja poszłam do salonu po wszystkie rzeczy, które udało mi się zebrać. Podałam mu kopertę, którą dostałam od mężczyzny z maską na twarzy.

    - Gdy dawał mi to, powiedział „on zapłaci za to co zrobił”. - powtórzyłam słowa faceta.

    - Nic więcej? Nie wiesz jaki miał chociażby kolor włosów? Albo czy był ciemnoskóry, Latynos...

    - Nie... byłam bardziej przerażona tym, że jakiś obcy facet z maską na twarzy daje mi kopertę. Wybacz, że nie spojrzałam się czy był Latynosem.

    Jakub nic więcej nie mówił, tylko wziął ode mnie wszystkie koperty, które cały czas ściskałam w dłoni.

    Bez żadnego zastanowienia otworzył je wszystkie jeszcze raz. Oprócz tej, którą dostałam dzisiaj od Pana maski.

    - Musimy iść...

    - Na żadną policję Kuba.

    - Kurwa Kayla, ktoś ewidentnie widział czego szukasz na tym laptopie. A tylko Ci przypominam, że gdybym stanął przy oknie bez żadnego problemu zobaczyłbym o czym piszesz.

    - Ne możemy iść na policję, bo pomyślą że jestem....

    - Że jesteś co? Przestraszona bo ktoś ewidentnie Cię obserwuje? Wydaje mi się, że dobrze pomyślą.

    Jakub na pewno miał rację, ale nie mogłam mu jej przyznać.

    Wzięłam do ręki zdjęcia, które dostałam od tajemniczego mężczyzny. Tym razem bez żadnego zastanowienia, otworzyłam je.

    - Jesteś pewna Kayla, że chcesz się w to wplątywać? Nie lepiej wyrzucić je i udawać jakby nic Cię nie stało? - zapytał kładąc dłoń na moim kolanie.

    - Jeżeli Nathan jest w to naprawdę zamieszany to nie wiem dlaczego, ale odczuwam wewnętrzną potrzebę rozwikłania tej zagadki.

    - Powiedz mi kiedy on Cię po raz ostatni okłamał... dobrze wiesz, że on...

    - Wiem Kuba, dlatego boję się też, że ktoś chce rozwalić nasze małżeństwo... A może on ma kochankę?! - niemalże pisnęłam.

    Obydwoje spojrzeliśmy się na siebie z mężczyzną z podniesioną brwią.

    - No dobra masz rację. - uśmiechnęłam się lekko.

    Nathan nigdy nie dawał mi powodu do zazdrości, zawsze wracał o odpowiedniej godzinie do domu a wszystkie jego koleżanki znałam, gdyż od razu mi je przedstawiał.

    Być może, nie znałam jednak całej prawdy o swoim mężu, ale na pewno nie miał żadnej kochanki. Nie było takiej możliwości.  

    - Nat wspominał Ci coś kiedyś o tym chłopaku? - zapytał, a ja od razu pokręciłam swoją głową. - Nie wiem, może powiedział, że musi odwieźć kogoś do domu po pracy, albo, że złapał kogoś na stopa...

    - Nic takiego nie miało miejsca Kuba. - wzięłam głęboki oddech. - Miał jego odpis zgonu, schowany w jakiejś skrytce o, której nie miałam bladego pojęcia.

    Widząc, że Kuba wstał zrobiłam to samo. Usiedliśmy przed laptopem, a mężczyzna zalogował się na swojego Facebooka, i wpisał imię i nazwisko chłopaka z aktu zgonu.  Wyświetliło się kilka osób. Weszliśmy w parę profili, gdzie na profilowym widniał młody mężczyzna. Zjechaliśmy w dół, i zobaczyliśmy profil Karola Szewczyka. Prześledziliśmy jego ostatnie zdjęcia, i posty. Ostatni post był, z pierwszego maja dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku. Z dnia jego śmierci.

 

„To dzisiaj obudzę się z nowym sercem. Kocham Cię mamo, kocham Cię tato.”

 

    Spojrzałam się Kubę, a on na mnie.

    - Myślisz, że Nathan robił mu przeszczep? - zapytał, a ja chyba nawet nie musiałam odpowiadać widząc jego minę. - Jedziemy do szpitala.

    Zagryzłam delikatnie wnętrze swojego polika, i spuściłam wzrok na kolana.

    - Nie wiem czy to jest dobry pomysł Jakub...

    - Ale to nie było pytanie.

    Chwilę później, siedzieliśmy z facetem w jego fiacie 500.  Mężczyzna odpalił radio, i odjechał z posesji.  Zamknęłam bramę elektronicznym pilotem, i zapięłam swoje pasy.

    Całą drogę spędziliśmy z Kubą w ciszy, grało tylko radio a ja próbowałam znaleźć w telefonie jeszcze jakieś informacje na temat chłopca. Nadaremno.

    Jakub zaparkował na miejscu dla personelu, i weszliśmy do szpitala.

    - Witam szefie. - powiedziała jakaś kobieta, na którą Kuba nawet nie zwrócił uwagi.

    Podeszliśmy do recepcji.

    - Gdzie jest Kalinowski? - zapytał o Nathana Kuba.

    - W czwórce na czwartym piętrze. Przywieźli kobietę w ciąży z wypadku.

    - Operuje?

    Kobieta kiwnęła tylko głową, a Kuba ruszył w stronę windy.

    Wcisnął przycisk z liczbą cztery i spojrzał się na mnie.

    - Będziemy musieli poczekać, aż skończy operacje. Zrobię co w mojej mocy, no ale znad stołu operacyjnego to go nie wyciągnę.

    Kiwnęłam swoją głową i poszliśmy z Kubą do jego gabinetu.

    Znajdował się on na piętrze, był urządzony w jasnym beżu i skórze. Mężczyzna rozebrał się z wierzchniego okrycia.

    - Pracujesz jeszcze dzisiaj? - zapytałam rozglądając się po gabinecie.

    Facet kiwnął głową, i wstawił wodę do elektronicznego czajnika. Zalał sobie kawę, i spojrzał się na mnie. Pokręciłam tylko swoją głową, a on odstawił czajnik.

*

    Minęły dwie godziny, chodziłam po szpitalu, bo Kuba musiał lecieć na dyżur. Powiedział, że na drogę powrotną zamówi mi ubera. Siedziałam, na krzesłach przed blokiem operacyjnym razem z innymi ludźmi. Pierwsze co przyszło mi do głowy to, że jest to rodzina osoby, która leży teraz na stole.

    Kolejna godzina, gdzie byłam już zrezygnowana i głodna. Wstałam z ziemi, i zniknęłam za ścianę w momencie gdy usłyszałam otwieranie drzwi. Spojrzałam się w tamtą stronę.

    Nathan, miał na sobie czepek, maseczkę oraz cały strój lekarski, ale bez problemu go rozpoznałam po tatuażu nad nadgarstkiem..

    Spojrzał się na kobietę, i powoli ściągnął swoją maseczkę. Pokręcił powoli swoją głową.

    - Nie! - kobieta krzyknęła i od razu podbiegła do mojego męża.

    - Bardzo mi przykro...

    - Nie! Mieliście go uratować! Miał żyć! - uderzała go zapłakana rękoma w klatkę piersiową.

    Nathan stał niewzruszony patrząc się na nią z dołu, gdyż był od niej sporo niższy.

    - Bar...

    - Nie! Nie! Nie! Miał żyć! Ta operacja miała dać mu nowe życie! Sam lekarz tak mówił! Gdzie on jest?! Gdzie jest mój mąż?!

    Nathan, spojrzał się tylko na drugiego lekarza, i widziałam jak wolno podnosi mu się klatka piersiowa.

    - Proszę Pani, od razu poddaliśmy męża narkozie, gdyż operacje była zbyt rozległa by operować go pod znieczuleniem miejscowym. Trafił do nas, w mocnym stadium poparzenia cielesnego. Jego ciało doznało poparzenia w osiemdziesięciu procentach. Czynniki życiowe ustały, po trzech godzinach prowadzenia operacji. Robiliśmy co w naszej mocy, by utrzymać go przy życiu. Przykro mi. - położył jej rękę na ramieniu. - Z jego organów wewnętrznych ucierpiało nawet serce.  Muszę Panią przeprosić.

    Odszedł od kobiety, i poszedł dalej korytarzem nawet mnie nie zauważając. Przywitał się z pielęgniarzem. Zatrzymał się dopiero przy jakiś drzwiach. Otworzył je i wychylił tylko głowę

    - Pacjent z pożaru z piątki już gotowy. - powiedział i wyrzucił swoje rękawiczki do kosza.