piątek, 5 listopada 2021

Rozdział III

     Spędziłam w szpitalu dwa dni, cały czas próbując dodzwonić się do mojego męża. Postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, która mogła mi jakkolwiek pomóc w tej sytuacji.  

    Z teściową od czasu do czasu miałyśmy spięcia, ale raczej żyłyśmy w zgodzie. Miałam nadzieję, że chociaż ona będzie wiedziała co dzieje się z moim mężem.

    - Witaj Kayla, wszystko w porządku? - usłyszałam głos swojej teściowej

    - Dzień dobry. Czy Nat, rozmawiał z Panią może, ostatnimi czasy?

    - Był u nas, może z dwa tygodnie temu.  Zrobił mi zakupy i powiedział, że musi szybko uciekać bo miał umówionego lekarza.

    Pani Katarzyna była naprawdę miłą pięćdziesięcioletnią kobietą, która trzymała się naprawdę dobrze jak na swój wiek.  Razem z mężem, byli miłośnikami kotów, więc gdy zakupili dwudziestego już z kolei, zaczęliśmy tam jeździć co raz rzadziej.

    - Nie odzywał się do was, od tamtej pory?

    - Powiedziałabym Ci Kayla.  Wszystko jest w porządku?

    - Tak, dziękuję bardzo i przepraszam, że zawracam Pani głowę. Do widzenia. - rozłączyłam się chowając telefon do kieszeni.

    Spojrzałam się, na kwiaty, które stały na szafce i wzięłam głęboki oddech.

    Od kogo były, i kto był ich nadawcą? Dlaczego mój mąż twierdził, że są od niego?

    Te i jeszcze wiele innych pytań, zakrzątały w tym momencie moją głowę, ale na żadne z nich     nie znałam odpowiedzi.

    Poprosiłam pielęgniarkę, o to by zawołała lekarza.

    Porozmawiałam z nim chwilę o moim zdrowiu, co dokładnie mi dolega. Usłyszałam, że     zrobili mi już tomografię głowy, i zaraz przyniesie mi  wszystkie wyniki badań.

    Pielęgniarka pobierze mi krew, zrobią podstawowe badania i jeżeli nie będzie mi nic poważnego to będę mogła wyjść do domu.

    Podziękowałam jej kiwnięciem głowy.

    Niedługo później przyszła do mnie, i pobrała mi krew, informując mnie, że wyniki powinny być dopiero jutro rano.

    Więc na pewno czekała mnie jeszcze cała noc w szpitalu.

    Wzięłam do ręki swój telefon, i sprawdziłam swoje portale społecznościowe. Weszłam na profil Natana na Facebooku, i odświeżyłam stronę.

    Napisałam wiadomość do męża, że proszę o jak najszybszy kontakt, i że bardzo się o niego martwię.

*

    Wzięłam do ręki wypis od lekarza, i pokiwałam głową wychodząc na korytarz z sali obserwacji. Całe szczęście, nie musiałam nosić już temblaka, bo okazało się, iż ręka nie jest nawet zwichnięta.  Rozejrzałam się dookoła, jednak nigdzie nie widząc żadnej znajomej twarzy, a tym bardziej Natana.

    Wyciągnęłam swój telefon, próbując się z nim skontaktować, jednak na daremno.     Zamówiłam taksówkę, ani chwili nie zastanawiając się czy to jest dobry pomysł. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Nie wiedziałam co tam na mnie czeka, czy zastanę tam swojego męża, czy też nie. Podziękowałam kierowcy, i weszłam na podwórko, gdzie Barney od razu do mnie podleciał.

    Wyjęłam, klucze, i otworzyłam swój dom. Weszłam do środka, i pierwsze co zrobiłam, to zapaliłam światło w przed pokoju. Rozebrałam się z wierzchniego ubrania, które powiesiłam na wieszaku.

    - Nathan?! - krzyknęłam wchodząc do salonu. - Nathan?

    Rozejrzałam się dookoła, widząc jedynie pustkę która panowała w domu. Od razu skierowałam się w stronę naszej sypialni. Otworzyłam drzwi, i jedyne co zastałam to idealnie pościelone łóżko.

    Mąż nigdy nie zaścielał swojej pościeli.

    Podeszłam do łóżka bliżej, i usiadłam na pościeli. Przejechałam dłonią,  po jego stronie łóżka. Od razu bez najmniejszego zastanowienia podniosłam kołdrę do góry. Sama nie będąc do końca przekonana, czy ze złości, czy jednak faktycznie chciałam tam coś znaleźć.

    Gdy cała pościel leżała już na ziemi,, wplotłam swoje palce we włosy, i mocno pociągnęłam za ich końcówki.

    Sama nie wiedziałam, co miałam teraz uczynić. Czy zgłosić zaginięcie, czy próbować się do niego dodzwonić, lub jakie kroki poczynić w tym kierunku.

*

 

    Leżałam na łóżku przez kolejną godzinę, gapiąc się leniwie w sufit. Co jakiś czas biorąc do ręki smartfona, by sprawdzić czy aby nie dostałam kolejnej wiadomości.  Postanowiłam czymś zająć swój umysł.

 

*

 

    Po tym jak posprzątałam wszystko w domu, poukładałam wszystko na swoje miejsce i w końcu wzięłam relaksującą kąpiel, poszłam  do kuchni i otworzyłam lodówkę. Wyciągnęłam z niej schłodzoną butelkę wina, i kieliszek z sąsiadującej szafki. Wychodząc z kuchni, zgasiłam tam światło, i skierowałam się w stronę salonu. Usiadłam na kanapie, i trzymając pilota w ręku odpaliłam telewizor stojący na środku salonu.  

    Przymknęłam swoje oczy, czując jak ból przeszywa, każdą moją komórkę w głowie.     Ścisnęłam mocniej pilota, którego nadal trzymałam w dłoni. Na tę chwil.ę, sama nie wiedziałam co mam począć w dalszych ruchach w swoim życiu. Postanowiłam, że powinnam chociaż częściowo dowiedzieć się, dlaczego mój mąż postanowił nagle zniknąć, i okłamywać mnie tyle czasu jeżeli chodzi o pracę.

 

 

*

 

    - Kayla.. wstań. - usłyszałam głos nad swoim uchem. - No już mała.

    Poczułam jak ramiona, obejmują mnie dookoła i chwilę później moje ciało nie styka się już z meblem na którym najprawdopodobniej usnęłam.

    - Która godzina? - zapytałam otwierając swoje oczy, dopiero gdy zostałam okryta przez męża kołdrą.

    - Druga... idź spać. - szepnął a ja poczułam jak składa mi delikatny pocałunek na moim czole.

    Chwilę później leżałam już w swoim łóżku, mając zamknięte oczy. Odwróciłam się w drugą stronę, by przytulić się do swojego męża. Lecz, jedyne co poczułam to pustą pościel.

    - Nat? - zawołałam rozglądając się dookoła.

    Spojrzałam się na przedpokój w którym paliło się światło. Wstałam z łóżka, zakładając na    siebie szlafrok.

    - Jestem w toalecie.

    Chwilę później, facet wyszedł z toalety, a ja skorzystałam z niej zaraz po nim. Wzięłam gorący prysznic, odświeżyłam swoje ciało, i ubrałam się w piżamę.  Wysuszyłam swoje włosy, i wróciłam do sypialni.  Stanęłam przed łóżkiem, i wzięłam pierwszą lepszą książkę która stała na szafce.

    - Nie raczysz mnie nawet poinformować gdzie kurwa byłeś przez tyle czasu?! - krzyknęłam rzucając przedmiotem w męża. - Nagle postanawiasz kurwa zniknąć, i się nie odzywać?!

    - Nie chciałem, żebyś...

    - Żebym się martwiła Natan?! To lepiej znikać, nie odbierać telefonu.

    - Miałem na prawdę dużo pracy w szpitalu Kayla. Przywieźli dwudziestu nowych pacjentów.    Każdemu z nich musieliśmy zrobić badania, a niektórzy potrzebowali naprawdę pilnej operacji.

    Zacisnęłam mocno swoją szczękę i spojrzałam w niebieskie oczy męża.

    - Kiedyś Cię zabije przysięgam. - powiedziałam

    - Przepraszam... już się nie złość.

    Podszedł do mnie, i przytulił mnie do siebie. Odepchnęłam go, i spojrzałam się na niego z mordem w oczach.

    - Zostaw mnie w spokoju.

    Odeszłam od niego, trzaskając drzwiami od sypialni. Założyłam kurtkę na grzbiet, i wyszłam na zewnątrz. Zawołałam Barneya, i podpięłam mu smycz. Wyszłam za ogrodzenie, i wypuściłam bardziej smycz, by pies mógł na spokojnie sobie pochodzić swobodnie.  

    Szłam w stronę lasku, w którym zawsze chodziłam z psem na spacery. Znajdując się już stosunkowo daleko od drogi, spuściłam zwierzaka ze smyczy, i popatrzyłam się jak radośnie zaczyna biegać dookoła wszystkich drzew. Oparłam się o jedno z nich i przymknęłam swoje oczy.

    Byłam zdenerwowana tym, że facet nie dał mi jakiegokolwiek znaku życia. Najgorsze w tym wszystkim było również to, że Natan zaczął łgać mi w żywe oczy.  Nie poinformował mnie o zmianie stanowiska pracy.

    Wyciągnęłam swój telefon, i zobaczyłam, że mam dwa nieodebrane połączenia od męża. Zignorowałam to, i postanowiłam napisać do Jakuba sms’a.  

    ____ Do: Kuba

Mam prośbę.

Mógłbyś wysłać mi aktualną umowę  Nathana? Bardzo mi na tym zależy. ____

    ___Od: Kuba

*użytkownik wysłał obraz*___

    Weszłam w zdjęcie, które dostałam od faceta, i wszystko dokładnie przeczytałam. Wszystko się  zgadzało, wszystkie dane mojego męża. Jak i również to, że przenieśli go na inny dział rok temu.

Rozdział II

    Otworzyłam swoje oczy, chcąc przekręcić się na prawy bok, i jedyne co poczułam, to czyjąś rękę na ramieniu.

   - Kayla, całe szczęście. - usłyszałam głos Nathana.

   Odwróciłam się w jego stronę, i spojrzałam się w niebieskie oczy. Połowa jego twarzy, była cała zmasakrowana. Miał rozciętą wargę, na której widniała zaschnięta krew, pod lewym okiem widniał sporych rozmiarów siniak.

   Nie wyglądał dobrze, wyglądał fatalnie.

   Na jego ubraniu, również mogłam zobaczyć krew. Która najprawdopodobniej nie była jego.  

   Odsunęłam się delikatnie, lustrując wzrokiem jego sylwetkę.

   - Spokojnie... - powiedział kładąc dłoń na moim ramieniu.  - Kayla miałaś wypadek. Twoja taksówka została uderzona przez dostawcze auto i zepchnęło was z mostu. Całe szczęście nic Ci się nie stało. Masz rozciętą głowę, i zwichniętą rękę.

   Spojrzałam się na swoją lewą dłoń, która była umieszczona w temblaku.

   - Co miała znaczyć ta kartka? - zapytałam męża.

   Facet wziął głęboki oddech i złapał mnie za zdrową rękę.

    - Nie wiem... może ktoś z twoich pracowników robił sobie z Ciebie głupi żart? Może to była jakaś ulotka, i nie zdążyłaś przeczytać czego? Zastanowiłam się nad słowami swojego męża. Nie mogła to być żadna ulotka. Wiadomość była zapakowana w czarny papier, i była zaadresowana bezpośrednio do mnie.

    - To nie była żadna ulotka Nat, koperta była zaadresowana do mojej osoby. A mało kto, wysila się na czarną kopertę, gdy na poczcie i w zwykłych sklepach możesz dostać te białe, za mniej niż jeden złotych.

    - Może to była jakaś promocja, która proponowała Ci całodobowy monitoring posesji. - wzruszył ramionami.

    Spojrzałam się w bok, gdzie na małym stoliku były kwiaty.

   Byliśmy odgrodzeni od innych pacjentów materiałowymi parawanami na metalowym stelażu.

   Sale szpitalne, nigdy nie kojarzyły mi się dobrze. Jako mała dziewczynka - Miałam wtedy jedenaście lat, chodziłam codziennie razem z Suzy, moją siostrą, do naszego przyrodniego ojca, który był po operacji kręgosłupa.

  Nasza mama rozwiodła się z naszym ojcem, gdy tylko dowiedziała się o jego kilkunastoletnim romansie ze stażystką w pracy. Stało się to dokładnie w moje dwunaste urodziny, a ja i Suzy nigdy więcej nie zobaczyłyśmy biologicznego ojca.

  - Dziękuję za kwiaty. - powiedziałam spoglądając się w oczy męża.

  Obydwoje spojrzeliśmy się, na bukiet białych róż które stały na stoliku znajdującym się obok mojego łóżka.

  Mój mąż, rzadko kiedy kupował mi kwiaty. Zazwyczaj mogłam się ich spodziewać w momencie, gdy miałam urodziny, lub wtedy kiedy obroniłam studia. A teraz ani nie miałam urodzin, ani nie uczęszczałam na studia.

  - Proszę bardzo. - nachylił się nade mną i złożył pocałunek na moim czole.

  Usiadł na moim łóżku i złapał moją dłoń.
  - Jak się czujesz? - zapytał odgarniając kosmyk, moich włosów z twarzy.

  - Jakbym miała wypadek samochodowy z którego ledwo uszłam z życiem a ty? - uśmiechnęłam się w jego stronę.

  - Widzę, że humor Ci dopisuje, to najważniejsze.

  - Nie powinieneś być w pracy? - zapytałam widząc na zegarku dwunastą godzinę.

  - Niedługo będę musiał jechać, czekałem aż się obudzisz.  

    - Wyjaśnisz mi dlaczego tak wyglądasz? - spojrzałam się na niego.

- Pobiłem się z jakimś bezdomnym przed sklepem. Nie dogadaliśmy się.

 

*

    Natan pojechał niecałą godzinę później, informując mnie, że przyjedzie jutro jak tylko skończy pracę. Pożegnaliśmy się a ja wzięłam do ręki swój telefon. Gdy przypomniałam sobie, o kopercie którą czytałam w taksówce.

    Rozejrzałam się dookoła, otworzyłam szafkę w poszukiwaniu czarnej koperty, jednak nic takiego nie znalazłam. Zamknęłam szufladę i spojrzałam się na kwiaty od mężczyzny. Na moje usta od razu wkradł się uśmiech.

   Sięgnęłam po karteczkę przyczepioną do bukietu.

„kierowca przeżył, nie musisz się martwić.”

    Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej.

   Od razu przypomniała mi się wiadomość, która znajdowała się w czarnej kopercie, którą otworzyłam.

    To nie była żadna reklama całodobowego monitoringu posesji, ani przypadkowa koperta włożona do mojej skrzynki przez pomyłkę. A kwiaty wcale nie zostały podarowane przez mojego męża.

    Automatycznie rozejrzałam się dookoła, szukając potencjalnego zagrożenia. Odsłoniłam delikatnie kotarę z lewej strony, Pani w podeszłym wieku czytającą gazetę, żadne zagrożenie, kotara z prawej strony młody chłopak ze złamaną nogą czytający mangę.  Zasłoniłam kotarę, widząc pielęgniarkę poprosiłam ją by do mnie podeszła.

    - Tak? - zapytała poprawiając swój stetoskop na szyi.

    - Przepraszam bardzo, wie Pani może kim jest nadawca tych kwiatów?

    - Dzisiaj rano zostały przywiezione przez kuriera - odpowiedziała i wyszła z sali ciągnąć metalowy wózek.

    Automatycznie wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Natana.

    - Numer z którym próbujesz się skontaktować jest nieosiągalny. Spróbuj ponownie.

    Wiadomość automatyczna. Moje serce zaczęło bić szybciej.

     Od razu wybrałam numer brata Natana.

    - Kayla, co u Ciebie słychać? - usłyszałam przyjazny głos mojego szwagra.

    - Wiesz może gdzie jest Natan?- zapytałam na wstępie.

    - Powinien być jak zwykle o tej porze w pracy, a coś się dzieje?

    - Nie. Jest wszystko w porządku dziękuję bardzo.

    Rozłączyłam się, i spróbowałam ponownie wybrać numer męża.   

    Ten sam komunikat.

    Gdzie był mój mąż?

    Spróbowałam kolejny raz się do niego dodzwonić, niestety z marnym skutkiem.         Zadzwoniłam do jego szefa, który by, również naszym dobrym przyjacielem. Jakub także nie wie co się stało z moim mężem, a dzisiaj nie zjawił się w pracy

    Najwidoczniej Natan pojechał do domu by chwilę odpocząć. Napisałam do niego wiadomość tekstową, z prośbą by jak najszybciej się ze mną skontaktował. 

   Postanowiłam znaleźć w internecie firmę w której pracował Natan. Wybrałam numer do recepcji i przy przyjemnej muzyce czekałam aż ktokolwiek odbierze.

    - Witam, Kayla Perkins z tej strony. Mogłabyś mnie połączyć  z Natanem? - zapytałam kobiety, z którą rozmawiałam już parę razy.

    - Cześć Kayla. - powiedziała - Z Natanem? - usłyszałam w jej głosie zdziwienie.

    - Moim mężem, zgadza się.

    - Musisz dzwonić pod inny numer. Natana przenieśli rok temu na chirurgię.

   Wzięłam głęboki oddech i przejechałam dłonią po swojej twarzy. Rozłączyłam się z asystentką.

   Nic tutaj nie rozumiałam. Zaczęłam dostawać dziwne wiadomości, miałam wypadek samochodowy, w momencie w którym otworzyłam kopertę z tajemniczą wiadomością. Natana przenieśli na inny dział w szpitalu psychiatrycznym, a on nawet mi o tym nie powiedział? Ktoś przysłał mi kwiaty, z dziwną wiadomością, a mój mąż twierdzi że są od niego. A teraz nagle ma wyłączony telefon?

     Miałam zamiar zrozumieć to wszystko najszybciej jak się dało. Tylko, że nie miałam jeszcze na to, żadnego sposobu.