piątek, 5 listopada 2021

Rozdział I

 

    Widok, który widziałam codziennie za szybą napajał mnie uśmiechem. Siedziałam właśnie, na drewnianym balkonie, obserwując Barney'a biegającego, po podwórzu. Moje dłonie ogrzewała ciepła herbata, w moim ulubionym kubku. Umoczyłam swoje usta, przewracając stronicę książki, która znajdowała się w moim posiadaniu, odkąd tylko zapomniałam ją oddać do miejskiej biblioteki cztery lata temu. Mieszkając, w Małym-Cichym - mieście mieszczącym się w górach, mogłam poczuć się swobodnie.

    Miasto tętniło życiem w okresie zimowym, gdzie mieszkańcy innych miejscowości zjeżdżali się tutaj, by korzystać z miejscowych stoków narciarskich i wyciągów. Można było zobaczyć, ludzi chodzących w długich puchowych czapkach i grzanym winem z budek porozstawianych w całym miasteczku.

    Wypijając ostatnie krople, chłodnego napoju, zabrałam ze sobą naczynie do środka. Umieściłam je w zmwyrace, a tę zamknęłam biodrem. Rozejrzałam się po swojej drewnianej kuchni,  i oparłam się rękoma o blat.

   - Sprawdzałaś dzisiaj pocztę?

   Z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego męża. Spojrzałam się na niego.

   - Zaraz to zrobię. Gdyby było coś do Ciebie to Cię zawołam. - odparłam odpychając się od kuchennego drewnianego blatu.

   Z Natanem byliśmy dwa lata po ślubie, wzięliśmy go w dwa tysiące dziewiętnastym roku, we wrześniu. Stałam przed urzędnikiem w wieku dwudziestu trzech lat, wypowiadając najważniejsze słowa w całym moim życiu.

 

   Na ten moment, ani mnie, ani mężowi nie śpieszyło się do zakładania rodziny. Kochaliśmy się, byliśmy szczęśliwym małżeństwem, i było nam na razie dobrze razem z Barneyem. Poznaliśmy się, w moje dwudzieste pierwsze urodziny, gdy Natan postanowił jako kelner zalać moją różową sukienkę na panieńskim mojej dawnej znajomej.

   Nie wybaczyłam mu tego do dzisiaj, sukienki też mi nie odkupił.

   Byliśmy zgodnym małżeństwem, codziennie rano jedliśmy śniadania. Wieczorami chodziliśmy na spacery, i oglądaliśmy wspólnie seriale. A nasza największa kłótnia, była spowodowana tym, że ja chciałam iść do ślubu w czarnej sukience, Natan natomiast tego nie mógł zrozumieć.  

   Wyszłam na zewnątrz, zaciągnęłam rękawy swojego swetra czując chłodny powiew wiatru. Nabrałam, głęboko tchu, i otworzyłam skrzynkę na listy, która już dawno powinna zostać wymieniona przez Natana. Wzięłam do ręki wszystkie listy, przewertowałam je szybko wzrokiem, po czym wróciłam do domu. Przesortowałam pocztę, tę do Natana oraz tę do mnie, wszystkie niepotrzebne ulotki wylądowały w koszu na śmieci.  

   - Znowu piszą z pracy? - zapytałam widząc plik listów który ode mnie dostał.

   Potwierdził cichym mruknięciem, znad swojej porannej kawy.

   Otworzyłam pierwszą kopertę, czytając w jaki sposób mogę wesprzeć pobliskie schronisko dla zwierząt. Kolejne listy, były nieistotne. Zgarnęłam wszystkie papiery chcąc wyrzucić je do kosza.

   Spośród wszystkich lekkich kartek, wypadła mi mała papierowa koperta, która musiała mi się zapodziać.

   - Jest jeszcze coś. - podniosłam kopertę kładąc ją przed mężem.

   - Nakarmiłaś Barneya? - zapytał biorąc korespondencję do rąk.

   Kiwnęłam głową wstając z siedzenia. Zaczęłam kierować się w stronę ubikacji gdy usłyszałam głos Natana.

   - Kayla, to do Ciebie.  

   Odwróciłam się w jego stronę marszcząc swoje czoło. Chłopak był nie mniej zdziwiony. Nikt do mnie nie pisał. Z rodzicami przestałam utrzymywać kontakt, gdy skończyłam dwadzieścia jeden lat i wyprowadziłam się z domu. Z siostrą widywałam się rzadko, zazwyczaj tylko na jej imprezach urodzinowych. Nie było nikogo, kto mógłby pisać do mnie bez powodu. Nie  miałam także urodzin. To musiał być ktoś z pracy.

   Podeszłam do chłopaka, i wzięłam od niego czarną kopertę.

   - Przeczytam po śniadaniu.

   Po zjedzeniu jajecznicy, skierowałam się do toalety. Wzięłam prysznic, wysuszyłam i rozczesałam krótkie, czarne włosy do ramion. Poprawiłam założony wcześniej żakiet. Dwa pryśnięcia ulubionych perfum, wyszłam z toalety przeglądając się w sporym lustrze w przedpokoju.

   Zawołałam swojego czworonoga, i zapięłam mu smycz. Wyszliśmy na spacer, dookoła domu nie odchodząc zbyt daleko bym nie spóźniła się do pracy. Chociaż zwierzę, i tak dziennie przebywało na podwórku.

   Pożegnałam się z Natanem, i wyszłam z domu zamawiając uprzednio taksówkę gdyż mój samochód był w serwisie. Schowałam telefon do torebki, siedząc już w taksówce. Wyciągnęłam kopertę

   Obejrzałam ją dokładnie z każdej strony. Była czarna, lśniąca, bez żadnego znaczka. Z jednej strony widniał napis  „Kayla Perkins

   Powoli ją otworzyłam.  Wyciągnęłam z niej czarną kartkę na której, białym tuszem były wydrukowane słowa „Widzę Cię”.

   Później pamiętam tylko głośny huk, i moją taksówkę spadającą z mostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz